Różnice światopoglądowe

 Z pisaniem jest o tyle łatwo, że słowa są w stanie opisać każdą rzeczywistość – tę istniejącą i tę będącą wyobrażeniem autora – i o tyle trudno, że z każdego wyrazu można być później rozliczonym. Odpowiada się więc niemal za wszystko, za to, co napisane i nierzadko również za to, co zostało dodane w interpretacji czytelnika. Pisanie wydaje się więc nie być dla kogoś bezbarwnego, pragnącego się zakamuflować, kogoś kto nie chce wyrażać uczuć pod publikę. Nic bardziej mylnego. I dla takiego autora znajdzie się miejsce. Problem tego,  o czym chce pisać autor nie zależy więc, jak mogłoby się wydawać od tego dla kogo się pisze, o czym chce się pisać, czy po co się piszę, ale od tego, jak to pisanie w efekcie samo wychodzi. Oczywiście, argumentów z różnych stron może być mnóstwo, ale jeśli ktoś czuje, że to słowo nim kieruje, wszystkie one, choćby kurczowo się ich trzymano i dogłębnie w nie wierzono, znikają w momencie siadania przed klawiaturą.

Zaczęłam pisać już w czwartej klasie podstawówki. Pamiętam swoje pierwsze opowiadanie, swoje błędy (które ciągle popełniam) i wszystkie emocje, które wywoływały napisane przeze mnie słowa. Czasem zastanawiam się, jaki jest wyznacznik dobrego autora. Jaka jest skala, kto to ocenia i jak się to rozumie. Czy sprzedawana w milionach egzemplarzy i uznawana za bestsellery beletrystyka rzeczywiście powinna być wznoszona na piedestał? Z literackiego punktu widzenia nic przecież nowego nie wnosi do literatury traktowanej jako przedmiot badań teoretyków, a mimo to ktoś, a nawet całkiem pokaźna suma ktosiów, książki tego typu kupuje. A co z literaturą naukową, przeznaczoną dla studentów i absolwentów uczelni wyższych, czyli z zasady mniejszego grona odbiorcy, ale jednak niemałej obecnie części naszego społeczeństwa? Co wreszcie z poezją, która wydaje się konać i tylko od czasu do czasu, wydając cichutkie jęki, przypominać jeszcze o swoim istnieniu? Nie od dziś istnieją te podziały. Co mnie jednak niezmiernie fascynuje, to że w jakiś sposób ci tak dalece do siebie niepodobni autorzy  niejako wybierają sobie poszczególne planety z etykietką typu horror, fantasy, historia najnowsza, haiku, i stają się dla mieszkańców każdej z nich autorytetami, a w ten sposób odnajdują się w galaktyce literatury. To jednak jeszcze nic. Żeby tak chociaż na tym poprzestać, uznać inność i robić swoje. Nie. Autorzy, choć jest to domeną całej nieanalfabetycznej części ludzkości, próbują wybrać gatunek idealny, bazując oczywiście na swoich własnych kryteriach. I tak można usłyszeć o tym, że to beletrystyka jest najlepsza, bo chodzi o sprzedaż, o utrzymanie rynku, a nie o walory naukowe, nie o to, co ma człowieka rozwijać i wewnętrznie wzbogacać, co z kolei jest domeną literatury naukowej, pisanej nieprzystępnym językiem po to, żeby o ironio, coś nowego czytelnikowi przedstawić. No i ta poezja, to jest dopiero perełka wśród gatunków! Bo nie dość, że mało, że niezrozumiale i już sama forma potrafi wystraszyć (przecież nie zaciekawić, skądże znowu), to jeszcze praktycznie nikt już tego nie czyta, takie to to bzdurne przecież, jak kocha to da kwiatka, a jak nie znosi to po gębie i z głowy.

Pomijając już więc literackie wzloty i upadki w życiu każdego autora, a także wszelkiego rodzaju metamorfozy jakie przechodzi z samego już faktu bycia człowiekiem i posiadania jakiejkolwiek wrażliwości, myślę, że nie może zdecydować o czym będzie pisać. Może pracować nad swoim warsztatem literackim, językowym, redakcyjnym, rozwijać się, najlepiej dość wszechstronnie i po prostu ćwiczyć. To jednak, dokąd literacko dojdzie jako autor nie do końca zależy od niego samego. Póki co jestem zdania, że jest to wypadkowa różnych elementów, na które po części nie mamy wpływu, jak choćby sama już chęć przelewania myśli na papier. I jeśli tylko dobrze się czuje, robiąc to, co robi i trzyma poziom określonego gatunku, to wszystko jest w porządku. Nie ma sensu na siłę uzmysławiać koledze po fachu, że to, czym się zajmuje to dno, ale już to, co ja piszę jest świetne. Myślę, że każdy szanujący się autor to wie, chociaż mam co do tego coraz większe wątpliwości. Nie znaczy to oczywiście, że ma się przez to obniżyć poziom pisarstwa jako takiego. Właściwym jest uzmysławianie sobie błędów w celu podwyższenia warsztatu twórcy, ale błędy językowe, redakcyjne, merytoryczne i wszelkie inne to jedno, a walka między gatunkami to drugie. Mówiąc najprościej jak się da, nie wtykajmy, drodzy autorzy nosa w nie swoje sprawy. Niech gatunki rozwijają się ( i giną) drodze naturalnej ewolucji.

15895419_744087452412939_4821092087989852132_n

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>